Kocham zimę, śnieg, święta Bożego Narodzenia i wszystko (z wyłączeniem mroźnych, ciemnych poranków) co ze sobą niesie ta wspaniała pora roku. Ale ostatnim czasem jest we mnie coraz więcej tęsknoty za latem. Tydzień temu poniedziałkowy wieczór był naprawdę ciepły. Jechałam samochodem po obrzeżach miasta, gdzie ruchliwe drogi ustępują polom, słońce zachodziło na zaróżowionym niebie, a mi przypomniały się te wszystkie wieczory na wsi, gdzie jako dziecko jeździłam z moją babcią zaraz po zakończeniu roku szkolnego. To była taka inauguracja wakacji, którą do tej pory wspominam z rozrzewnieniem. Moją tęsknotę za latem dodatkowo podsyca powyższe zdjęcie. Lipcowe popołudnie, filtr na snapczacie wskazuje trzydzieści stopni, choć temperatura odczuwalna jest znacznie wyższa, owiane sławą, słodkie St. Tropez, a w głowie gra francuska muzyka. Właśnie tak zapamiętałam moment, w którym została zrobiona fotografia.
Moje pierwsze, a właściwie drugie skojarzenie ze słowem "Francja" (zaraz po Paryżu), to niemniej sławne St. Tropez. Rozgłos zdobyło dzięki francusko-włoskiej komedii z lat 60 XX wieku pt.
Żandarm z St. Tropez. Jako dziecko nie mogłam zrozumieć fenomenu produkcji i zrażona do tej pory nie obejrzałam filmu w całości. Mimo wszystko marzył mi się spacer po uroczym, bardzo południowym miasteczku, usytuowanym na Lazurowym Wybrzeżu. Dlatego, gdy tylko udało się zabukować hotel w Monaco obiecałam sobie, że odwiedzę słodkie St. Tropez i poczuję jego francuską atmosferę.
St. Tropez znajduje się około dwie i pół godziny drogi od Monaco, ale mimo to postanowiliśmy się nie spieszyć się z wyjazdem. Przyjemniej poznaje się nowe miasto, gdy człowiek czuje się wyspany i wypoczęty. Na miejscu byliśmy około godziny dwunastej, może trzynastej. Tuż po wyjściu z parkingu podziemnego uderzyła nas gęsta fala gorąca. Doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie zacząć zwiedzanie od cytadeli usytuowanej na wzgórzu, zanim upał pozbawi nas wszelkich sił. Nie ma sensu nikomu wmawiać, że chodziło o samą budowlę, tak naprawdę naszym celem był punkt widokowy. Warto zaznaczyć, że wstęp kosztuje 3 euro od osoby. Na początku obawiałam się dzikich tłumów jakie spotkam na górze, ale nie potrzebnie gdyż ludzi było niewiele i nikt nie przeszkadzał sobie w robieniu zdjęć. Przyznaję, że sam widok wywarł na mnie nie lada wrażenie. Miasto oglądane z góry wydaje się wyjątkowo urocze i podsyca w człowieku ten wakacyjny entuzjazm. Poczułam się trochę jak na planie starego, francuskiego filmu. Myślę, że ten klimat idealnie oddaje
ekranizacja wakacyjnych przygód słynnego Mikołajka, mimo, że ten spędzał je w Bretanii.
W samej cytadeli znajduje się Muzeum Marynarki Wojennej, a możliwość jego zwiedzania została wliczona w cenę wspomnianych trzech euro. Chyba nikogo nie zdziwię gdy napiszę, że nie jestem fanką tematów militarnych. Jako, że planuję zdawać maturę z historii muszę wiedzieć czym różniła się falanga grecka od falangi macedońskiej, albo kiedy po raz pierwszy zastosowano do walki słonie bojowe. W wakacje zaś staram się stronić od podobnych tematów. Mimo to żal byłoby nie zobaczyć takiego miejsca, więc postanowiliśmy się tam wybrać. Przynajmniej wewnątrz udało się odpocząć od naprzykrzającego się słońca.





Od razu po wyjściu z muzeum skierowaliśmy się na dół, do centrum miasta. Podczas naszej wizyty w muzeum, w ogóle się nie ochłodziło, wręcz przeciwnie miałam wrażenie, że temperatura na dworze wzrosła, co było w sumie logiczne. Trasa jaką obraliśmy okazała się niezwykle urocza. Przechodziliśmy wąskimi uliczkami, usianymi przepięknymi domkami w południowym stylu, które naprawdę skradły moje serce. Byłam coraz bardziej podekscytowana i ciekawa co kryje główna część miasta.



W końcu dobrnęliśmy do centrum. I właśnie tu ogarnęło mnie wielkie rozczarowanie. Nie można powiedzieć, że miasto było brzydkie czy zaniedbane, ale mocno odbiegało od moich wyobrażeń, które kreowały różne opowieści o tym miejscu. Port jakich wiele, kurort jak kurort. Przez chwilę skojarzyłam skalną ścianę domków schodzących do morza z tą, która zachwyciła mnie w Positano, ale to zdecydowanie nie było to samo. Przyznaję, że poczułam się trochę oszukana i przestałam rozumieć czemu St. Tropez ma taką renomę. Na Lazurowym Wybrzeżu jest wiele piękniejszych miasteczek, które przewodniki nie wiedzieć czemu traktują per noga, na przykład Menton czy Villefranche.
przepiękna rzeźba
Poznajecie to miejsce? Tak, to słynny komisariat z filmu
Żandarm z St. Tropez, o którym wspomniałam na początku wpisu. Niestety jak się okazało w jego wnętrzach tworzone jest muzeum związane z samym filmem, przez co teren był zagrodzony. Zdjęcie, które widzicie powyżej było robione z nad barierek, nie było więc mowy o zrobieniu sobie fotografii na jego tle. Ja to już mam takie szczęście. Za każdym razem kiedy przyjeżdżam w jakieś miejsce ktoś coś restauruje. Chyba najbardziej bolesny okazał się remont Fontanny di Trevi w Rzymie. No cóż tylko Włosi mogli wpaść na pomysł odnawiania najbardziej pożądanego przez turystów obiektu w samym środku lata... Mam nadzieję, że jak w końcu wybiorę się do Paryża, to nikt nie będzie chciała odrestaurowywać Wieży Eiffla. Powracając do tematu St. Tropez, trochę rozczarowani zaczęliśmy kierować się w stronę parkingu z planem powrotu do Monaco. Wstąpiliśmy jeszcze do małej restauracyjki na kawę i faktycznie ruszyliśmy w drogę powrotną.
Uwielbiam takie karuzele, są przeurocze
St. Tropez mnie rozczarowało, ale cieszę się, że zobaczyłam je na własne oczy. Trochę myślałam nad powodem mojego niezadowolenia i doszłam do wniosku, że być może za często obieram kierunki południa Europy. W końcu miasta leżące w tej części kontynentu są do siebie niezwykle podobne. Chyba czas zacząć szukać innych miejsc na wakacje, które notabene już za niecały rok! I tym pokrzepiającym akcentem kończę dzisiejszą relację.
A Wy mieliście okazję być w St. Tropez? Jak wasze wrażenia?
_____________________________________________________________________________
Chcesz być na bieżąco z nowymi postami? Dołącz do obserwatorów @definiuje_blog na instagramie!
Zastanawia mnie, dlaczego właściwie o St Tropez mówi się "słodkie". Skąd pomysł, by użyć akurat tego epitetu? Z drugiej strony, zważywszy na rozczarowanie, o którym wspominasz, jeszcze gotowa jesteś nazwać je raczej "gorzkim". :)
OdpowiedzUsuńDokładnie! Zauważyłam również kreślenie "słodkie" przypisuje się także Portofino. I to miejsce faktycznie ma w sobie coś z słodyczy. Jadąc do St. Tropez spodziewałam się podobnego zachwytu, ale niestety jak słusznie zauważyłeś dla mnie było ono bardziej gorzkim doświadczeniem ;)
UsuńNigdy wcześniej nie byłam w St Tropez, ale z chęcią bym się wybrała, bo wygląda przepięknie :) miło wrócić dzięki Twoim zdjęciom do lata i wakacji!
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę :)) Myślę, że naprawdę warto pojechać i wyrobić sobie własną opinię :)
UsuńNie byłam nigdy w Saint-Tropez i przyznaję się bez bicia, że ogólnie słabo znam Francję, bo najzwyczajniej w świecie jakoś nigdy specjalnie mnie nie pociągała. Np. moja siostra była Francją zafascynowana chyba od zawsze, a mnie jakoś tak pociągały odmienne klimaty. Chociaż z wiekiem zaczynam coraz bardziej doceniać tę francuską kulturę, wpływ na historię całej Europy itd. ;)
OdpowiedzUsuńI w dzieciństwie uwielbiałam filmy z Louisem de Funès! Mam wrażenie, że w telewizji puszczane były na okrągło i zawsze oglądałam je z tatą :) Oczywiście - jak na mnie przystało - aktualnie nic z nich nie pamiętam :D
Przyznaję, że ja też nic nie pamiętam z tych filmów, ale przyjęłam, że nie lubię :D Być może warto sobie przypomnieć, a nóż widelec okażą się naprawdę fajne :)
OdpowiedzUsuńJa wolę sobie nie przypominać, żeby nie okazało się, że jednak wcale mi się nie podobają - to by zrujnowało moje miłe dziecięce wspomnienia ;)
UsuńOch doskonale rozumie, ja też nie lubię wracać do tych "perełek z dzieciństwa", bo dziś mogą okazać się kompletnie inne ;)
UsuńZawsze warto wspinać się dla takich widoków. Nie byłam tam, ale podziwiając Twoje fotki zachwycam się....film doskonale pamiętam, a chyba wszystkie miejsca na świecie mają takie zakamarki lub przeciwnie centra, które mogą rozczarować, tym bardziej gdy coś obrosło już legendą. A zachwycić może wszystko: kwitnący krzew, staroświecka karuzela, klimatyczna knajpka.
OdpowiedzUsuńDzięki za kolejna podróż :-)
Dokładnie, pięknie napisane :)
Usuńoj szczerze zazdroszcze wycieczki, przepiekne miejsca, musisz miec cudowne wspomnienia :)
OdpowiedzUsuńSamo miasto mnie rozczarowało, ale wspomnienia są naprawdę miłe :)
OdpowiedzUsuńKurcze, aż samej zatęskniło mi się nad latem. Btw. rozsławione miejsca często mają to niestety do siebie, że są "przereklamowane". Ale ale, nikt nie zabierze Ci tego, że sama tam byłaś i możesz ustosunkować się do St Tropez :)
OdpowiedzUsuńNo właśnie, obawiam się trochę wyjazdu do Paryża, Londynu, Nowego Jorku, bo mogą być równie przereklamowane jak St. Tropez... ;(
UsuńRozumiem rozczarowanie. Modne miejscowości często takie są. Rozreklamowane ponad miarę, wiele się po nich spodziewamy, a okazuje się na miejscu, że jest zwyczajnie. W przeciwieństwie do innych, mniej znanych, pomijanych przez przewodniki miejscowości, po których nic się nie oczekuje, wtedy też łatwiej dostrzec ich piękno i wyjątkowość...
OdpowiedzUsuńDokładnie, im mniej oczekujemy tym większe zaskoczenie :)
UsuńA mi się Twoja zdjęcia bardzo podobają i wydaje mi się, ze mi by się tam spodobało, lubię miasta położone nad morzem, tuz obok plaży mamy domy, alejki , sklepy.
OdpowiedzUsuńOch tak, te klimaty są cudowne :))
UsuńPrzepiękne zdjęcia, widoki i pewnie wrażenia mimo rozczarować też niezapomniane <3
OdpowiedzUsuńPozdrawiam z nudnej Holandii ;)
Ach Holandia nie taka nudna, ja z chęcią bym odwiedziła kraj tulipanów *.*
UsuńTylko pozazdrościć - ależ tam jest pięknie!
OdpowiedzUsuńTak, widok z góry robi wrażenie :)
UsuńPrzepiękne widoki, aż sama zazdroszczę, że nie mogłam ich dostrzec na żywo :(
OdpowiedzUsuńZastanawiam się, jakiego aparatu użyłaś, że wyszły takie piękne. Naprawdę jest czym nacieszyć oko :)
Bardzo dziękuję za wizytę u siebie i będę wpadać częściej.
Pozdrawiam serdecznie!
~ Muśnięcie Śmierci
http://marzenieliterackie.blogspot.com/
Dziękuję bardzo :) Część zdjęć było wykonanych aparatem Sony DSC-HX300, a część telefonem Iphone 6.
UsuńPozdrowienia :)
To miasteczko ma coś sobie! Mimo, że bardziej podoba mi się Cannes i oczywiście Monaco,
OdpowiedzUsuńSt Tropez wspominam zawsze z sentymentem :)
A mi akurat Cannes nie do końca przypadło do gustu, znacznie bardziej podobała mi się Nicea :))
UsuńPrzepiękne zdjęcia, zazdroszczę wyjazdu :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie: MonyikaFashion >klik<
Dziękuję :)
UsuńPiękne miejsce! A takie karuzele mają w sobie coś tajemniczego :)
OdpowiedzUsuńTak, tajemniczego i magicznego :)
UsuńPatrząc na Twoje zdjęcia aż zachciało mi się gdzieś jechać...:) No, ale do urlopu trzeba trochę poczekać :) Widok z góry na port w St. Tropez jest przepiękny :) Poza tym, co do Twojej obawy czy się nie rozczarujesz np. Paryżem to mogę powiedzieć Ci, że na pewno Ciebie nie zawiedzie. Ja raz byłam i się zakochałam, jest przepiękny :)
OdpowiedzUsuńhttp://crafty-zone.blogspot.com/
Och w takim razie mam nadzieję,że mnie również zauroczy :)
OdpowiedzUsuńNie byłam nigdy w żadnym miejscu, w którym jest tak ciepło ;) Ale zachęciłaś mnie do podróży zdjęciami i notką, bardzo podoba mi się architektura tego miejsca, morze i piękne niebo ;)
OdpowiedzUsuńTak architektura jest naprawdę urzekająca :))
UsuńDziękuję bardzo i wzajemnie :))
OdpowiedzUsuńUwielbiam takie karuzele :) Mnie St Tropez jakos szczegolnie nie zachwycilo, ale warto tam wpasc chociazby na 1 dzien :)
OdpowiedzUsuńMam identyczne odczucia :))
Usuńach pięknie! śliczne foty;)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Dziękuję :)
Usuń